Blog Collegium Cantorum

Chór Akademicki Politechniki Częstochowskiej

Archive for April, 2007

Koszęcin 2007


Deprecated: preg_replace(): The /e modifier is deprecated, use preg_replace_callback instead in /home/ludwikc/collegiumcantorum.com/blog/wp-content/plugins/wpg2/g2embed.php on line 742

Deprecated: preg_replace(): The /e modifier is deprecated, use preg_replace_callback instead in /home/ludwikc/collegiumcantorum.com/blog/wp-content/plugins/wpg2/g2embed.php on line 761

Deprecated: preg_replace(): The /e modifier is deprecated, use preg_replace_callback instead in /home/ludwikc/collegiumcantorum.com/blog/wp-includes/functions-formatting.php on line 83

24 marca, sobota
8:00 zbiórka przy autokarze. Podczas przeliczania osób okazało się, że brak nam kogoś - Magdy L. Stan liczbowy musi się zgadzać, więc postanowiliśmy zabrać kogoś z ulicy. Jednak zaczepiona przez Rafała dziewczyna nie wyrażała chęci. Dziwne…
Odjechaliśmy dopiero po 20 minutach, kiedy wyjaśniliśmy telefonicznie sprawę Magdy. Ponieważ wszystkie drogi prowadzą przez Wręczycę, do Koszęcina również jechaliśmy przez tę metropolię.
Zajechaliśmy na 9:30, i wtedy też zaczęliśmy próbę. Po półtorej godziny 15 minut przerwy i do 14 dalszy ciąg próby. O 14 obiadek, później free time do 16:00. Znów próba. O 17:44 Dyrygenta zarządził 11 minut przerwy. Próba do 19. Kolacja i znów próba. O 20:45 usłyszeliśmy „Koniec próby, bo mi się głos zmęczył. I dziecko też wkurzone”. To oczywiście słowa dyrygenta.(A nie wspomniałam wcześniej, że pojechała z nami Gabrysia, pięciomiesięczna córka Justyny i Rafała, co niniejszym czynię. No i próbowała śpiewać z nami.)
Skończyliśmy zatem pracę przeznaczoną na ten dzień, nadszedł czas na przyjemności… O 21:15 zebraliśmy się na tradycyjną imprezę. Przegląd repertuaru wszystkich pokoleń. To niesamowite, ile utworów się pamięta. Ja śpiewam w chórze niewiele ponad rok, więc nie jest to jakiś wyczyn. Ale ludzie śpiewają od kilku lat, albo kilka lat temu i pamiętają bardzo dużo utworów, oczywiście każdy swój głos.
Impreza bardzo udana. Świętowaliśmy m.in. 18-te urodziny Ani Z. Już teraz wszyscy dorośliśmy, wszyscy pełnoletni. Został również publicznie odczytany artykuł, jaki ukazał się niedawno w „Życiu Częstochowy”, o ile się nie mylę, a nosił tytuł „Murem za chórem”, czy jakoś tak. Impreza, dla niektórych zakończyła się ok. godziny drugiej, dla niektórych później, ale sama nawet nie wiem, o której. Moja współlokatorka wróciła chyba przed czwartą, ale pewna nie jestem – spałam. Mieliśmy pecha, bo akurat trzeba było przestawić zegarki i spaliśmy o godzinę krócej. Proponowałam, żeby nie informować Dyrygenta o tym, ale jakoś się dowiedział.

25 marca, niedziela
Pobudka była bolesna, przynajmniej dla niektórych. Znalazły się jednak osoby (o ile mi wiadomo dwie), które poszły na 7:00 do kościoła. Ale dla reszty pobudka była nieco później, bo trzeba było zdążyć na śniadanie o 9:30. Byłam na jadalni o 9:30 wraz z Kasią, Ulą i Agnieszką, ale nikogo więcej tam nie zastałyśmy. Reszta zaczęła się schodzić po ok. 10 minutach. Teoretycznie o 10:00 mieliśmy zacząć kolejną część pracy, ale z powodu opóźnienia w śniadaniu nastąpiło opóźnienie w rozpoczęciu próby. Trudnym elementem była rozśpiewka. Doły mieliśmy niezłe, gorzej z górnymi dźwiękami. Jakoś poszło. A Dyrygent nic litości nad nami nie miał i zaczął próbę od 9 części mszy, w której jest najwięcej tekstu i jest on tam najtrudniejszy. O 11:29, 16 minut przerwy. Ale przerwa nam się przedłużyła, bo przyjechała nas odwiedzić Ola Sz. I dalej orka. Tylko jakieś dziwne rozluźnienie panowało na próbie, nie wiadomo właściwie z jakiego powodu. O 13:00 obiad, później chwila dla zawiązania sadełka. O 15:00 zebraliśmy się na wspólne zdjęcie, oraz zwiedzanie Sali widowiskowej Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk. Piękna sala, było co zwiedzać. O 17:40 zakończyliśmy nasze zmagania z muzyką i zaczęliśmy się szykować do powrotu do domu. Wszyscy chyba odczuwali zmęczenia, ale mimo to jakoś smutno było wyjeżdżać.
To takie małe „sprawozdanie”. A teraz ta druga strona, kilka hasełek, anegdotek…

Aga R podchodzi z nutami i ołówkiem (oraz niezwykle inteligentną miną) do szefa i mówi

- Panie dyrygencie… o której będzie kolacja?

A nie było to pierwsze jej pytanie tego typu – wcześniej pytała o obiad.

Dyrygent:

Dziewczyny, a dlaczego wy śpiewacie tak dziewczęco?

Dyskusja na temat bałaganu w śpiewaniu

- Bo to wszystko od temperamentu zależy.
D. – Oczywiście mojego.
- No to ma być jeden temperament w chórze.
D. – Oczywiście mój.
- Cicho! Bo nas dyrygent utemperuje!

Na zakończenie utworu:

- Jeden dźwięk był dobry.

D. – Tradycyjnie od serka proszę.

D. – Śpiewamy na biało.
- Śpiewamy nabiałem????

D. – Jeszcze raz od tumania. To ma być efekt…
- Efekt tumana…

R.K. – Widzę, ze pan sobie, a my sobie.

D. – Piano. Ale niezwykle radosne.

D. – Śpiewamy na ó zamknięte.

- Bo my już nie mamy kondycji, żeby trzymać te dźwięki.
D.- Wczorajszy wieczór służył budowaniu kondycji.

D. – Mamy tylko kilka prób, żeby to udoskonalić.
- Jeszcze bardziej ????
- No jeszcze. Póki co, wasze wykonanie jest POWALAJĄCE

.

Kiedy wracaliśmy do domu, kilka osób umilało sobie czas grając w jakieś tajemnicze gry.
Agnieszka i Kasia z naszymi tenorami w autokarze nawzajem umilali sobie czas.

- Nieładnie pachniesz.
- Jesteś boska.

Ciekawe, ciekawe…
A tymczasem już zaczął się okres oczekiwania na następny Koszęcin…

1 comment


Warning: Creating default object from empty value in /home/ludwikc/collegiumcantorum.com/blog/wp-content/plugins/wp-cache/wp-cache-phase2.php on line 193